Barfuje od: lipiec 2014
Udział BARFa: 90-100% Pomogła: 1 raz Wiek: 38 Dołączyła: 28 Lut 2014 Posty: 464 Skąd: Włocławek
Wysłany: 2015-08-03, 12:43
purr, fajnie, że udało Ci się dowiedzieć, o co kotce chodzi :) Niejadalną mieszankę możesz wystawić podwórkowym kotom albo może ktoś z Twojego miasta by odkupił dla swoich kotów...
Barfuje od: 12.12.13r
Udział BARFa: 90-100% Pomogła: 7 razy Wiek: 35 Dołączyła: 23 Sty 2013 Posty: 2660 Skąd: Wrocław
Wysłany: 2015-09-30, 10:17
Kocięta pojechały do nowych domów, więc oczywiście powrócił tradycyjny taniec: e to niedobre, daj tamto, albo nowe daj, a w sumie to stare chyba było lepsze... Oczywiście mnie to rybka i uparcie je ignoruję, ale już powoli męczy mnie to, że za mną Aurelia w roli delegata łazi całą dobę rodzierając paszczę
Skąd ja to znam Moje też na wszystko wybrzydzają, a ile porcji wylądowało w koszu... Zawsze im powtarzam, że jest tyle głodnych kotów na świecie i nie wolno wybrzydzać.
Kiedyś podrzucili mi kociaka-bezdomniaka na balkon (mieszkam na wysokim parterze, sam na pewno nie wskoczył). Był blady świt, jeszcze spaliśmy, jak usłyszałam miauk za oknem. Moje koty stały zjeżone po drugiej stronie szyby, a mała czarno- biała kulka darła się na balkonie. Zjadł wieczorną porcję barfu, która została na dworze. Taką zaschniętą, której moje w życiu by nie ruszyły! To było dla mnie jak olśnienie: żarcie jest ok, tylko te diabły są rozpuszczone.
Barfuje od: 12.12.13r
Udział BARFa: 90-100% Pomogła: 7 razy Wiek: 35 Dołączyła: 23 Sty 2013 Posty: 2660 Skąd: Wrocław
Wysłany: 2015-09-30, 10:43
Ja wiem, że moja mieszanka jest ok, bo jedzą tą samą co jak były kociaki. Problem w tym, że mam ją pakowaną po 1kg - bo minimum tyle na dzień mi schodziło przy maluchach... Muszę to jakoś przeorganizować.
Tak sobie zaczelam czytac watek , bo doszlam rowniez i ja do TEGO momentu ze, kot zastrajkowal i ma focha na jedzenie. Najwyrazniej jest to kocia norma, jako ciekawostke moge powiedziec ze ludzie dajacy suche obwoniaja wtedy fakt ze akurat raz dali kotu kawalek zwyklego miesa, slowem i tak zle i tak niedobrze ;)
Ciekawym jest jedno, my ludzie zawsze szukamy powodu, ha ha ja tez ... Kot zastrajkowal na mieszanke ktora jeszcze dzien wczesniej wsuwal tak jakby nie chcial skonczyc. Nie nadazalam za robieniem wciagal jak odkurzacz, 2x dziennie mieszanke w sumie 220g w poludnie, to zolteczko, to kawalek rybki to skrzydelko z kurczaka, malo tego kot praktycznie nigdy nie jadl suchego, musialam go do niego przyzwyczaic by zalapal co to jest a jak zalapal to przestalam mu podrzucac te pare kulek.
Wiec kot od 4dni nie je albo je z laski, wczoraj zjadl w kilku podejsciach juz myslalam ze koniec, dzisiaj znowu obraza, w dodatku nie domaga sie, po prostu kiedys to nie ustalam w kuchni bo mi na nogi sie wspinal, teraz nic. W ramach szukania powodu wpadlismy na pomysl, ze gdzies na zewnatrz dorwal sie do jedzenia kota sasiadow. Co prawda nie stwierdzilismy by mu z mordki bylo czuc ale trudno znalezc inny powod. To ze poluje czasami mysz czasami ptaszka to tez za malo by nie chcial jesc. I rzeczywiscie dzisiaj rano wrzucilam mu trzy chrupki na szczyt mieszanki to dostal amoku juz na sam zapach zjadl przy okazji czesc mieszanki wiec tyle dobrze. Ale wyglada ze rzeczywiscie, dorwal sie do suchego sasiadow, sasiedzi wyjechali na dlugi weekend, musieli swojemu kotu zostawic wieksza porcje suchego a moj wlazl i zjadl .
Najgorsze, ze tego nie przeskocze kot sasiadow dostaje suche w latwo dostepnym miejscu.
Pozostaje mi nadzieja ze kruszenie teraz chrupek na wierzch mieszanki bedzie dzialalo i przetrzymamy ten strajk inaczej pewnie kot sasiadow bedzie mial kuracje odchudzajaca, ktora mu sie przyda
Laidee Pomogła: 1 raz Dołączyła: 09 Paź 2014 Posty: 180 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2016-02-01, 17:03
Moje łaciate cholery znowu nie żrą
Wiem, mogłam oczywiście napisać, że koteczki nie raczą spożywać, ale to nie oddałoby mojego obecnego nastawienia do tego problemu. Od kilku dni barf jest niejadalny. Niejadalne są puszki. Jedzenie z miski prawie nie znika. Nie wiem, czy nie są głodne czy mają focha na skorupki (wcześniej był cytrynian). Raczej nie foch, bo zawartość puszek też jest ignorowana...
Wczoraj za to wygrzebałam zachomikowane na czarną godzinę chrupy Ziwi i PoN. Ledwo ocaliłam ręce, bo krowiaste chciały zjeść chrupy razem z moimi palcami.
Barfuje od: 01.11.2012
Udział BARFa: 90-100% Pomogła: 7 razy Dołączyła: 06 Lis 2012 Posty: 1420 Skąd: LUBLIN
Wysłany: 2016-02-01, 20:31
Może zwyczajnie chciały sobie coś pochrupać moje czasem maja fazę na chrupanie to dostają albo skrzydełko w całości albo surową kalarepkę ewentualnie ogonek z brokuła. Pochrupią, pochrupią i foch na BARFNą mieszankę znika.
Laidee Pomogła: 1 raz Dołączyła: 09 Paź 2014 Posty: 180 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2016-02-02, 18:46
Skrzydełka są niejadalne. Jak każda inna część zwierzęcia w większym kawałku, a w szczególności z kością.
Roślinność jest jadalna jak najbardziej pod warunkiem, że została wcześniej spożyta przez drób lub krowę i przyjęła postać mięśni ewentualnie podrobów, które matka lub ojciec posiekali na drobne kawałki przed wrzuceniem do miski. Wszelka mniej przetworzona roślinność jest niejadalna. Chyba że rośnie w doniczce i została świeżo przez matkę (czyli mnie) przytargana ze sklepu w celach dekoracyjnych. Ale to kiepski wyjątek od reguły, bo jest jadalna przez tę chwilę pomiędzy zniknięciem w paszczy, a zwrotem na parkiet.
Właściwie skłamałam. Super jadalne są zboża czy ziemniaki w kiepskich chrupach.
Tak czy inaczej chrupek nie zastąpi nic. Jest najwyraźniej jakaś magia w tym szeleście wyjmowanej z szuflady torebki czy w dźwięku otwieranego pudełka
Dziś postanowiło jeść jedno. Postęp. Albo magia chrupek wrzuconych do miski z barfem.
Rozważałam już uwiązanie kurzęcego skrzydełka na wędce, ale w przebłysku zdrowego rozsądku stwierdziłam, że szkoda ścian i mebli na kocie fochy. Powinnam mieć gdzieś kawałki suszonej kaczki. Może to zadziała.
Barfuje od: 01.11.2012
Udział BARFa: 90-100% Pomogła: 7 razy Dołączyła: 06 Lis 2012 Posty: 1420 Skąd: LUBLIN
Wysłany: 2016-02-02, 19:10
u moich kotów, a właściwie u jednego bo drugi żadnych roślin nie jada, jadalny jest tylko surowy brokuł (kalafior już nie) i surowa kalarepka oraz gotowany bób. Inne rośliny są niejadalne. Może u Twoich też coś jest jadalne z chrupiących warzywek tylko jeszcze tego nie próbowałaś ? A i ja mojej z jedzenia kalarepki i brokuła zrobiłam zabawę. Tzn. rzucam jej malutkie kawałeczki jak psu zabawkę do aportowania tyle, że ona oczywiście tylko w 1 stronę biegnie łapie zdobycz i pożera. Dzięki temu może się wychrupać i wybiegać w jednym :) No ale kości wszelkie to one uwielbiają. Posiłek bez kości jest nieakceptowalny. W mieszance dostają takie małe kawałki ale nie zmielone i one zawsze są wyławiane jako pierwsze z barfnej papki, reszta jest zjadana potem. A ulubionym zajęciem Wiki jest obgryzanie gnata z indyczego uda. Kości nie daje rady oczywiście bo za duża i za twarda ale ogryza ją z mięska i chrząstek dokładnie. To jest zajęcie na 1-2h dla niej. To rozładowuje jej energie lepiej niż zabawa. Po takim posiłku na pół dnia mam spokój z kotem :)
doradora
Barfuje od: 09.2014
Udział BARFa: 90-100% Pomogła: 4 razy Dołączyła: 09 Cze 2014 Posty: 1593 Skąd: Gliwice
Wysłany: 2016-02-03, 10:47
u nas jadalne są sałaty różne (szczególnie rukola), szatkowana kapusta, obierki z marchewki, ogórka... może coś z tego?
Laidee Pomogła: 1 raz Dołączyła: 09 Paź 2014 Posty: 180 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2016-02-03, 11:49
Myślałam o sałacie, bo Księgowa z roślin (nawet w charakterze anty-kłaka) toleruje tylko te, które mają liście. Ostatnio zżera mi Fitonię (Fittonię? Nie wiem, jak to się pisze). Ma jednak wyraźny wstręt do tego, co kupię z myślą o kotach, bez względu na to, czy jest to trawa czy choćby mięta.
Wczoraj złamałam się i latałam po domu z kurzęcym skrzydełkiem na wędce. Skończyło się na tym, że w Didżeja wstąpił drapieżnik, a skrzydełko zostało pożarte z kośćmi. Warczał przy tym jak najprawdziwszy tygrys. Ale fakt, że jemu akurat nigdy mięsa z kością nie dawałam, bo jest u nas od niedawna. Reszta futer patrzyła na mnie jak na kretynkę, gdy wywijałam kurą pod sufitem... W sumie im się nie dziwię.
Sierżant trochę je, ale nie więcej niż połowę normalnej dawki. Księgowa raczyła wczoraj zlizać posypkę z drożdży z mieszanki i wyjeść kilka wetkniętych w mieszankę chrupek. Wciągnęła poza tym dwa kawałki mięsa siłą rozpędu i na tym się skończyło. Widzę, że jest głodna, ale barfa jeść nie chce. Dziś może kupię jeszcze jakąś rybę albo chociaż puszki rybne. Może to kwestia braku urozmaicenia? Osiwieję przez tego kota.
Barfuje od: 28.04.2013
Udział BARFa: 90-100% Pomogła: 7 razy Dołączyła: 18 Kwi 2013 Posty: 1216 Skąd: UK
Wysłany: 2016-02-03, 12:17
U nas nowa mieszanka też nie bardzo pasuje... dodałam rybę i trochę oleju z łososia do środka. Fena jest zachwycona i pałaszuje aż się jej uszy trzęsą, a Hymen potrafi nie zjeść nic... muszę mu podlewać ciepłą puszką, żeby łaskawie zaczął jeść; a żeby było "śmieszniej" to czasami wyje samego barfa a puszkę zostawia na potem w kącikach
Przy niejadalnych mieszankach mięso zazwyczaj znika, a mielonka z suplementami zostaje...
Mięso w kawałkach zamrażam po prostu obok mielonki, tak, że koty mogą sobie zjeść kawałek prawie czystego mięsa zawsze.
Być może czeka mnie wcześniejsze robienie mieszanki niż to jest konieczne
Meri
Barfuje od: 12.08.2012
Udział BARFa: 90-100%
Dołączyła: 07 Lip 2012 Posty: 863 Skąd: Nowy Targ
Wysłany: 2016-02-03, 12:20
Ja też robię mieszankę w ten sposób, że mam czyste mięso i mielonkę z suplementami. Nauczyłam rudzielca, że mielonkę je z łyżeczki Zawsze z radością biegnie i sam otwiera kufę, a ja mu nakładam. Gdybym jednak dała do miski to by nie zjadł...
_________________
Laidee Pomogła: 1 raz Dołączyła: 09 Paź 2014 Posty: 180 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2016-02-03, 13:10
Sierżant z Księgową w zasadzie nie jedzą surowego czystego mięsa. Dlatego nie daję do środka dużo mielonki, bo wtedy wyjadałyby mielonkę, a mięso by pewnie zostawało. Mieszam suple w blenderze z wątróbką i małą częścią podrobów, daję też mniej wody niż trzeba. Wtedy suple dokładnie oklejają kawałki mięsa.
Didżej za to najchętniej jadłby surowe mięso bez suplementów i to w dużych kawałkach. Kawałki oklejone suplami to jedyny kompromis w karmieniu futer, jaki znalazłam.
Zaczynam tęsknić do czasów, w których wystarczyło otworzyć puszkę czy torebkę, żeby nakarmić koty
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum