BARFny Świat Dieta BARF dla kota, psa i fretki. Naturalne i zdrowe żywienie zwierząt domowych.
Kulinaria dwunogów - BARF dla ludzi?
Ines - 2015-01-12, 16:59 Nina, ja się rzuciłam na głęboką wodę i było super, ale utrzymać taką dietę osobie uzależnionej od węgli jest trudno. Za drugim podejściem zaczęłam inaczej - nie odstawiłam wszystkich słabostek, tylko zaczęłam liczyć ile węglowodanów zjadam i trzymać to w ryzach, nawet jeśli to były "złe" węgle. Teraz jestem na etapie zamieniania tych złych na dobre. No i poza tym moje posiłki to głównie mięsa i ryby - jem takie, jakie lubię i mi smakują. Tak jest łatwiej się przestawić
A. I postanowiłam, że jak wyjeżdżamy na wystawy, to sobie mogę w czasie wyjazdu jedzeniowo poszaleć. Tak jak koty jedzą suszone smaki w nagrodę za dobre sprawowanie, tak ja sobie mogę pozwolić na jakieś smaczki Nina_Brzeg - 2015-01-12, 17:22 Ja myślałam, żeby zacząć właśnie od tych słabostek typu słodycze i chipsy. Rzucić w cholerę od razu i tyle. Tak mi chyba łatwiej niż liczyć i kombinować. W tym samym czasie zacząć jeść regularne posiłki 5 razy dziennie bez zmian składowych (czyli normalne węgle z małym dodatkiem mięsa). Jak się ogarnę (tzn przestanę ślinić na widok chipsów), zacznę dalsze zmiany.
Właśnie te dalsze etapy mnie przerażają, bo ja naprawdę bardzo nie lubię mięsa (a już np wołowina to dla mnie koszmar), tak samo jajek i warzyw. Z ryb toleruję tylko łososia, który jak wiadomo powala ceną.
Ja na razie jak już jem, to kosmiczne ilości - przez nadużywanie cukrów i węgli nie potrafię się najeść normalnym posiłkiem typu 200g łososia (zjadam go i za pół godziny umieram z głodu).
Ech, będzie ciężko ale muszę coś ze sobą zrobić.Ines - 2015-01-12, 17:32 Mi właśnie trudno było tak od razu zrezygnować ze wszystkiego... Zwłaszcza, że mój małż wcale a wcale nie pomaga, jedząc przy mnie wszystko i proponując mi 10 x w trakcie posiłku, żebym się poczęstowała.
Co do tych 5 posiłków dziennie - jesteś pewna, że potrzebujesz aż tyle? Ja wiem, że tak wszędzie się trąbi o tym, że trzeba jeść mało a często... ale ja np od kiedy nie jestem aktywna fizycznie to zupełnie nie czuję potrzeby żeby jeść więcej niż raz dziennie i nie zmuszam się, żeby jeść częściej.Lena06 - 2015-01-12, 18:12 Nina_Brzeg, dobrze Cię rozumiem... Miałam i zresztą mam ten sam problem z uzależnieniem od węgli. Chleb jadłam na każdy posiłek. Nie wyobrażałam sobie, że mogę coś jeść bez kromki chleba, bułki i innych mącznych rzeczy. To samo ze słodyczami. Od pewnego czasu jednak zauważyłam, że doszłam na szczyt (choć powinnam powiedzieć na dno) i z tego szczytu nie ma żadnego wyjścia. Zdrowie się sypie, to samo z samopoczuciem. Brak energii od dłuższego czasu, choć w święta energia opuściła mnie totalnie.
Podobnie jak Ty nie przepadałam za mięsem. Normą były chude piersi. Wołowiny ani razu nie miałam w ustach. O podrobach nie wspomnę. Ryb nienawidzę, łącznie z łososiem. No, jedynie nototenia mi smakuje, mintaj i wędzona makrela. Ale nie mogłabym ich jeść co chwilę.
Byłam na tysiącach diet. Również prowadziłam się u dietetyka. Wiesz... 5 posiłków dziennie, dużo białka, ale również sporo węgli i zero tłuszczu. W efekcie jak nie zjadłam posiłku po niecałych 3 godzinach to byłam masakrycznie głodna.
Oczywiście zerwałam kontakt z dietetykiem, z czasem co schudłam to przytyłam z nawiązką i pogrążałam się dalej.
W końcu zainteresowałam się na tym forum tematem o chudnięciu. Przeczytałam, zadziwiłam się i wciągnęłam niesamowicie w temat ludzkiego barfa. Przeczytałam wszystkie polecane przez Dagnes książki i jeszcze wiele więcej. Obecnie przeszłam na dietę paleo, co prawda od niedawna, ale jednak. Po przeczytaniu całej lektury jak ręką odjął przeszła mi chęć na chleb i słodycze (dziwne!) i postanowiłam zmienić swoje życie. Tym bardziej, że tak, jak pisałam w święta energia opuściła mnie totalnie, nawet żyć mi się nie chciało...
Zaczęłam jeść mięso, na razie kurczak i wieprz, ale spoko, dalej też dojdę. Okazało się, że można jest śniadanie bez chleba i słodkiej owsianki. Jem góra 3 posiłki na dzień, czasem nawet 2, bo po mięsie i warzywach wcale nie jestem głodna. To dla mnie ogromna zmiana, bo dotychczas mogłabym jeść do pęknięcia, 24 godziny na dobę. Nie kombinowałam z małymi krokami, bo stwierdziłam, że jak coś mam zmienić to natychmiast (mój tata z dnia na dzień po 45 latach palenia rzucił fajki i nie tknął ich już 4 lata). Odstawiłam cukier i wszelkie słodziki, kasze, ryż, ziemniaki, chleb, makaron i inne produkty mączne oraz owoce (bo moim celem jest też zgubienie na wadzę). Postawiłam na jajka tylko w formie jajecznicy i sadzonych, innych nie zjem, warzyw (to oczywiste) i kapusty kiszonej oraz ogórków. To co mnie zadziwia to również to, że nie ciągnie mnie do chleba, ani słodkiego, choć stoi przed moim nosem jak byk. Nic a nic. To dopiero początek drogi, ale mam nadzieję, że tak zostanie...
Oczywiście, mam sporo wątpliwości z wiadomych powodów wagowych. Wiem, że nie przytyję, ale liczę na to że schudnę, jednak wiem, że inne żywienie nie wchodzi w grę chociażby za jej działania prozdrowotne
Myślę, że każdy żyje innym systemem i od Ciebie zależy jak rozprawić się z dotychczasowym żywieniem. Widzisz, mi wystarczyło przejście z dnia na dzień, choć okres przygotowawszy był długi, bo wliczam w niego czytaną literaturę
O, matko... Ale mnie poniosło!
P.S. Dodam jeszcze, że te jedzenie co 3 godziny (czyli 5 posiłków dziennie) skutkowało tym, że gdy wychodziłam z domu i nie miałam czasu ani możliwości wziąć "zdrowego" posiłku, pierwszy zauważony w sklepie baton bądź drożdżówka była moja.zenia - 2015-01-12, 18:24
dagnes napisał/a:
zenia, ale Ty chyba ogólnie za mało jesz, tak mi się wydaje...
No i pamiętam, że z owocami u Ciebie też nie za dobrze.
no dzis zjadłam drożdżówkę i kawę
potem w poludnie 3 jajka z majonezem
potem mandarynkę
teraz 4 naleśniki takie paleolityczne z łyzką dżemu i kawę
aha
jeszcze jedna paróweczke do poludnia
i to wszystko
za mało??Ines - 2015-01-12, 19:06 Lena, ja przeszłam na paleo bardzo nagle odstawiając wszystko ponad rok temu. Dosyć długo się trzymałam, ale potem wydarzyło się kilka dramatycznych rzeczy w moim życiu i równie drastycznie wróciłam do śmieciowej diety, zajadając stres. Małymi krokami lepiej mi to idzie, nie czuję już takiej pokusy i nie ciągnie mnie tak do węgli. Nawet gdy mam ekstremalnego doła albo "ten" czas, to nie mam już ochoty na cukier, marzy mi się aromatyczne mięcho Lena06 - 2015-01-12, 19:15 Oczywiście, że trzeba wliczyć w to różne nieoczekiwane zdarzenia. Nawet nie muszą być nieoczekiwane, bo np. obchodzenie imienin członka rodziny może zniweczyć cały plan. Ale np. u mnie z reguły nagła zmiana działała pozytywnie, a stawianie małych kroków wcale mnie nie motywowało. Gdy np. obiecałam sobie że na śniadanie będę zjadać tylko kromkę chleba i tak zjadłam więcej. Nawet nie 2, a od razu 3... Dopóki mam kontakt z "uzależniaczem", to nie ma szans, że będę w stanie go ograniczyć.
Ale tak jak mówię, tak jest u mnie. Każdy jest inaczej skonstruowany i samemu trzeba poszukiwać rozwiązań, a nawet uczyć się na błędach.Ines - 2015-01-12, 19:19 U nas chleba się już po prostu nie kupuje. I to jest mój wielki sukces, bo mój mąż, który jadał bochenek dziennie, też już od dawna nie wraca ze sklepu z pieczywem Lena06 - 2015-01-12, 19:37 Ale masz dobrze... U nas tylko ja na tej diecie, choć ich namawiam jak mogę...Ines - 2015-01-12, 19:47 Mój mąż chyba nigdy nie przejdzie na paleo. Ale pewne jego nawyki żywieniowe udało mi się zmienić Nina_Brzeg - 2015-01-12, 20:35
Lena06 napisał/a:
Dopóki mam kontakt z "uzależniaczem", to nie ma szans, że będę w stanie go ograniczyć.
Mam tak samo. Jestem jak alkoholik, tylko uzależniona od cukru i węgli. Właśnie te wspomniane kromki chleba, moja zgroza. Zwłaszcza odkąd w biedrze mają ciepłe pieczywo (tak, wiem, że to mrożonki ale słowiański jest najpyszniejszy).
Właśnie zapowiedziałam narzeczonemu, że koniec z uzupełnianiem zapasów w naszej szufladzie (mamy szufladę zła, pełną słodyczy i chipsów). Kończymy to co jest (resztka czekolady i paczka chrupek kukurydzianych) i koniec. Damian się odżywia o wiele lepiej niż ja, je więcej mięsa, warzyw. Dużo ćwiczy. Ale te chipsy to też jego zmora...karolina13 - 2015-01-12, 20:49
zenia napisał/a:
no dzis zjadłam drożdżówkę i kawę
potem w poludnie 3 jajka z majonezem
potem mandarynkę
teraz 4 naleśniki takie paleolityczne z łyzką dżemu i kawę
aha
jeszcze jedna paróweczke do poludnia
i to wszystko
za mało??
zenia, rety, gdzie tu jakieś białko jest? Oprócz tych jajek, które są najwartościowszą częścią to parówka to akurat to samo co RC dla kotów, 4% mięsopodobnego niewiadomoczego
Na mój gust to ty chudniesz nie z tłuszczu już tylko tracisz mięśnie, więc znaczy, że białka to masz zdecydowanie niewystarczająco w diecie, za to węglowodanów trochę jest. Policz sobie choć orientacyjnie zawartość białka, tłuszczu i węgli, które zjadasz i będziesz miała choć jakieś rozeznanie co do ilości. A poza tym ja wychodzę z założenia, że skoro się chudnie, mimo, że nie potrzeba, to znaczy że czegoś brakuje, a kiedy się tyje to znaczy że czegoś jest nadmiar. Więc wg mnie twój organizm sam ci mówi, że coś jest nie tak.
A tak poza tym, to ja również poczytałam o diecie paleo i barfie dla ludzi i zdecydowałam, że przechodzę na takie odżywianie. Już kiedyś próbowałam, dieta była opracowana nawet przez dietetyka, ale nie umiałam sama skomponować żadnego posiłku, jadłam tylko to co miałam w gotowych przepisach. A i tak jak sobie przypomnę, to było w tej diecie za dużo węgli i za mało białka. Na razie myślałam, że będę po trochu ograniczać węgle, czyli najpierw rezygnacja z makaronów, kasz, chleba, mąki, słodyczy i ziemniaków, potem z cukru dodawanego do różnych produktów, a na końcu ograniczenie ilości owoców i warzyw, tak aby ilość węgli była odpowiednia. Jednak widzę, że to raczej nie skutkuje, bo smak na słodkie jest i zdarza mi się pogrzeszyć, przede wszystkim z mąką. Będę chyba więc zmuszona odciąć się od tego całkowicie, jeśli nie przestanę oszukiwać.scarletmara - 2015-01-13, 01:33 ja dopiero miesiąc wytrzymałam ale to chyba mój najbardziej udany start do tej pory. Robiłam już kilka podejść ale zawsze strasznie mnie dieta meczyła na początku i dłużej jak miesiac czy dwa nie wytrzymywałam, a tym razem poszło gładko. Tylko drugiego dnia miałam straszny kryzys i dosłownie chciałam kogoś zagryźć potem już było z górki. Nawet w święta nic mnie nie skusiło. Tylko tak: ja po pierwsze jestem teraz sama, więc nic i nikt w domu mnie nie kusi kilka razy dziennie i to jest podstawa. Poza tym poszłam po chyba najmniejszej linii oporu i zamiast szukać jakichś jadłospisów itp. nakupiłam sobie wszystkiego co można jeść bezkarnie lub prawie bezkarnie po trochu czyli: mięsko (3rodzaje), jajka, majonez, chrzan, cwikłę, pomidory, paprykę, marchew, brokuła, kalarepkę, kalafior, brukselkę, jabłko, gruszkę, pomarańcza, sery różniaste żółty, pleśniowy, mozarellę, śmietanę i rybki. I tylko jak zgłodnieję sięgam sobie do lodówki po coś. Nic nie gotuję niczego nie przyrządzam. Każdą rzecz wcinam właściwie osobno. Mam ochotę na serek to wcinam serek, na mięsko to jem samo mięsko na surowo albo lekko podgotowane czy usmażone, jak na warzywko to wcinam warzywko itd. Najbardziej skomplikowane danie u mnie to duszone warzywka albo podsmażone pomidory z czosnkiem i oliwą. Ewentualnie tatar. Jem właściwie po kilka kesków czegoś na raz i właściwie za bardzo glodna nie jestem. Tylko pić mi się chce bardzo.
I z tym u mnie był wielki problem bo ja z reguły zawsze dużo herbaty słodzonej piłam, wody nie lubię, więc musiałam sie nakombinowac zeby wymyślić co tu pić żeby słodkie nie musiało być i dobrze mi wchodziło. Nakupiłam więc sobie herbatek ziołowych kilka i pije napary oraz moją ulubioną "herbatkę" z imbiru z cytryną a zwykłą herbate już ograniczyłam do 2-3 dziennie, w tym tylko jedna lekko słodzona.
Pierwsze 2 tygodnie wogóle mi się prawie jeść nie chciało. Jadłam chyba jeszcze mniej niż zenia :) Teraz już mnie głód szczególnie pod wieczór dopada większy, ale nadal jem o wiele mniej niz przed dietą no i wreszcie przestałam przez cały dzień niemalże obsesyjnie myśleć o jedzeniu. Bo zanim zaczęłam dietę to miałam jakąś fiksację na jedzenie. Nie byłam w stanie popracować nawet 2godzin spokojnie bez przerwy bo mnie ssać zaczynało i myślałam tylko co by tu przegryźć.
No tak to u mnie wygląda :) Trzymajcie kciuki żebym dała radę pociągnąć jeszcze kilka miesięcy. Ja trzymama za Was żeby Was nie wodziło na pokuszenie Lena06 - 2015-01-13, 10:25
scarletmara napisał/a:
Trzymajcie kciuki
Masz to jak w banku
Jeżeli chodzi o ssanie w brzuchu wieczorem, to zauważyłam, że jak na kolację zjem mięso z warzywami (np. jakieś danie jednogarnkowe) to zawsze mnie ssie, a jak zjem samo mięso - to nigdy. Czyli chyba na wieczór trzeba szczególnie postawić na białko.Nina_Brzeg - 2015-01-13, 10:30 Ja przede wszystkim nie nazywam i nie będę nazywała tego DIETĄ. Samo to słowo ma dla mnie wydźwięk pejoratywny i włącza mi agresor. Ja po prostu zmieniam nawyki żywieniowe.
Ze słodkich rzeczy pijam tylko cole i czasem kubusia. Dobrze, że oduczyłam się picia herbaty (zwyczajnie przestała mi smakować, ze 3 lata temu). Coli całkiem sobie nie odmówię bo to dla mnie zestaw konieczny razem z pizzą (którą mam zamiar jeść raz na 2 tygodnie).
Od dzisiaj zero słodyczy i chipsów. Dobrze się złożyło, bo akurat mi się miesiączka zbliża a ja od pewnego czasu w tych dniach mogłabym w ogóle nie jeść, słodkiego zwłaszcza.
Muszę zrobić listę książek do kupienia (wiem, że w wątkach tutaj się różne przewijają, muszę wygrzebać bo tylko 'życie bez pieczywa' pamiętam) i będę pochłaniała książki, zamiast czekolady